przejdź do treści strony kontakt
strona główna 501 936 975 menu wyszukiwarka

więcej

Dzikie Dziki, dla nich nie ma przeszkód

Z MIASTA

Adam Oziewicz
2019-09-27 19:42
7570

(fot. Adam Oziewicz)

Gdy zaczynał, nawet wspięcie się po linie było problemem – pierwszy start i od razu klops. Krótko po zawodach poszedł do sklepu i... kupił sznur. – Pomyślałem: jak nie wejdę to się chociaż pohuśtam – wspomina początki Marcin Palczarski z teamu Dzikich Dzików.  

Ta sama lina służy biegaczom przeszkodowym z Gorzowa do dzisiaj. Jest zawieszana na każdym treningu pod wiaduktem nad Słowiańską gdzie się spotykają, są co środę. Tam też powstały hopki do przeskakiwania, tor do czołgania, ścianki i inne przeszkody. Ale właściwie po co?
 
Najpierw wynik, potem trening 
Team Dzikie Dziki z Gorzowa debiutował w 2015 roku – pierwszy sprawdzian zaliczyli w Sopocie. Mieli pobiec we dwóch, Michał Szymański i Marcin Palczarski – taka była decyzja przyjaciół podczas przygotowań do zawodów. Jednak na starcie z emblematem DD stanęło blisko 20 osób. W pierwszym swoim biegu zdobyli drużynowo pierwsze miejsce – to dodało im skrzydeł... Co ważne, wtedy w grupie był tylko jeden zawodnik, który już startował w podobnych biegach – Marcin Wróblewski (ważna postać, założyciel Dzików, aktualnie nie startuje, zawiesił biegi na rzecz pracy i rodziny), dla reszty było to pierwsze takie doświadczenie. Trzy miesiące później zaliczyli drugi start – tym razem w Warszawie – i znowu w drużynówce zajęli pierwsze miejsce. – Tak naprawdę dopiero potem zaczęliśmy mocne trenowanie i spotkania w terenie. Zatem najpierw dobre wyniki a później ciężki trening…. Nietypowo – zauważa z uśmiechem Marcin Palczarski z Dzikich Dzików.
 
Skoro bez specjalnego przygotowania uzyskali wysokie lokaty to pomyśleli, że warto kontynuować biegi survivalowe na wyższym poziomie – postanowili wspólnie działać dalej. Ale... każdy Dzik zanim został Dzikim był aktywny sportowo – ćwiczył, biegał na własną rękę, ale właśnie wtedy postanowili razem trenować i skoncentrować się tylko na biegach przeszkodowych. A zaczynali od sportów wytrzymałościowych, siłowych, lekkoatletyki – mają w drużynie kajakarzy wyczynowych, kanadyjkarzy, piłkarzy, osoby wywodzące się z biegania rekreacyjnego i ulicznego. Bieganie przeszkodowe wydawało się im ciekawsze, spróbowali i tak zostali Dzikami. Bez wątpienia to ekipa z nadwyżką energii i chęcią sprawdzenia swoich możliwości psychofizycznych. Do tego z uprawiania sportu czerpią radość, a przy tym bez żadnego oporu pokonują najtrudniejsze przeszkody, zresztą nie tylko biegowe. Drużyna w zdecydowanej większości jest z Gorzowa, ale też z okolicznych miejscowości. 
 
Team 
Aktywnych Dzikich Dzików czyli biegających na co dzień, startujących w zawodach, jest około 40. Połowa z nich to osoby ćwiczące od samego początku – od złożenia grupy w 2015 roku. Ale pojawiają się też nowi, część się wykrusza bądź z jakichś powodów zawiesza trening. Powód? Przeciążenie bądź zmiana zainteresowań. Przygotowania wymagają czasu, zaangażowania – bywa, że to koliduje z obowiązkami zawodowymi, rodzinnymi. Nie wszyscy mogą sobie pozwolić na trzy, nawet cztery treningi w tygodniu. Są też Dziki ćwiczące na własną rękę, ale gdy startują w zawodach to zwykle w gorzowskiej drużynie.
 
DD mają swoich liderów w zawodach na poziomie krajowym. Wśród nich są Agnieszka i Mateusz Rynkiewicz – Agnieszka jest zaawansowaną zawodniczką, na co dzień trenuje z gorzowską drużyną, ale formalnie do pewnego czasu należała do Husarii Race Team – jednego z najlepszych zespołów w Polsce. Drużyna się rozpadła i aktualnie biega jako Dzikie Dziki Gorzów. Jest dwukrotną mistrzynią Polski w biegach z przeszkodami OCR. Agnieszka na każdych zawodach jest w czubie elity polskich zawodniczek. Podobnie Mateusz Rynkiewicz, wcale nie ustępuje małżonce – zwykle jest w pierwszej 10. bądź 15. najlepszych – mocny zawodnik. Z kolei Katarzyna Paplicka z dobrym rezultatem startowała w tym roku w mistrzostwach Europy w Gdyni. Agnieszka Ćwirko-Gross w kategorii masters kończy biegi na dobrych pozycjach. Świetnie na trudnych trasach radzi sobie też Karolina Marzec – zawzięta, ambitna, ze świetnymi warunkami fizycznymi. 
 
Moc Runmageddonu
Pierwszym oficjalnym biegiem z przeszkodami w Polsce był Hunt Run. Zorganizowano go w 2012 roku pod nazwą Dirt Hunter, z hasłem: „Prawdopodobnie Najbardziej Ekstremalne 5 km w Twoim Życiu”. Kolejne to Survival Race oraz Runmageddon – oba biegi po raz pierwszy ruszyły w 2014 roku. Obecnie najpopularniejszy jest Runmageddon. Z roku na rok ma coraz więcej imprez i coraz mocniejszą obsadę – niemal co tydzień można gdzieś wystartować w ramach Runmageddonu. Są biegacze specjalizujący się w tym cyklu – rywalizują tylko w tej klasyfikacji. Zdobywają punkty i medale na różnych dystansach: 6, 12, 21 km, także dłuższych. Najlepszy w całej rundzie rocznej zdobywa Koronę Runmageddonu czy też Koronę Weterana – to wyróżnienie dla osób, które ukończyły w sezonie Runmageddon na trzech dystansach 6, 12 i 21 km. Wspomniany cykl to około 40 biegów na terenie całego kraju. Są tacy, co uczestniczą we wszystkich! Warto zwrócić uwagę, że Dzikie Dziki z Gorzowa już się dały poznać jako mocna grupa, także w tym najpopularniejszym współzawodnictwie w Polsce. 
 
Trzeba wiedzieć, że w biegach survivalowych kobiety i mężczyźni startują razem – pokonują te same trasy, ale są klasyfikowani osobno. Obowiązują również klasyfikacje drużynowe, gdzie liczy się trzy bądź pięć najlepszych czasów w zespole. Na ich podstawie tworzona jest klasyfikacja drużyn. Są też kategorie wiekowe, na przykład masters dla biegaczy po „czterdziestce”.
 
Dla tego typu konkurencji ważne są wytrzymałość, siłą, kondycja, gibkość, dynamika. Zawodnicy z Runmageddonów nie wyglądają jak typowi maratończycy, raczej to osoby dobrze zbudowane. Na sali treningowej przez odpowiednie ćwiczenia da się złapać odpowiednią formę... Biegacze z Gorzowa podpowiadają, że ważny jest pewny chwyt – trasy opierają się na przeszkodach, które trzeba pokonać z pomocą rąk. Dla dobrych wyników warto spędzić sporo czasu na torach gdzie przede wszystkim pracują dłonie – tylko w niewielu sytuacjach na Runmageddonie można sobie pomóc nogami. Osoby na co dzień ćwiczące na drążku czy wspinające się po skałkach, czy też na zaaranżowanych ściankach na pewno bez trudu poradzą sobie z przeszkodami. Podobnie będzie ze sportowcami z przeszłością akrobatyczną – na trasie trzeba być gibkim, zwinnym, umieć się przecisnąć, wskoczyć, niemniej ważna jest koordynacja ruchowa.
 
Nie ma nudy 
W cyklu zawodów każdy start jest zupełnie inny. Zawsze znajdzie się coś nowego, zaskakującego. Jednak sam regulamin nie określa parametrów przeszkód. Wysokość, szerokość, stopień trudności – wszystko wykonane jest tak, aby dało się pokonać samodzielnie. Jednak nie każdy biegacz jest w stanie to zrobić. Dlatego regulamin zakłada kategorię open, gdzie zawodnicy mogą sobie pomagać na trasie. Na przykład podsadzają kolegę bądź koleżankę z drużyny gdy nie może sięgnąć do szczytu. Dla kobiet w kategoriach indywidualnych są ułatwienia – choćby ustawiona paleta pod ścianką, wtedy są w stanie samodzielnie pokonać przeszkodę. 
 
Z każdym rokiem tory są coraz bardziej wymagające, przez to ciekawe – organizatorzy wpadają na coraz to nowe pomysły, chcą czymś zaskoczyć zawodników. – Zaczynaliśmy od ciągania betonowych brył, przewracania opon, wspinania po linie, skoków przez ścianę, czołgania się pod rozpiętym drutem kolczastym, pokonywania zbiorników wodnych. Teraz coraz częściej przeszkody trzeba pokonywać na samych rękach – przedstawia sytuację M. Palczarski.
 
Nieprzyjemny sport?  
Biegi przeszkodowe to ciężki sport, kontuzjogenny, mocno obciążający, na niezorientowanych może sprawić wrażenie nieprzyjemnego. Trasa na zawodach jest zróżnicowana: podłoże to twarde, to miękkie. Biegacze mierzą się z krzakami i bagnami – trudno sobie wyobrazić gorsze warunki do współzawodnictwa. Marcin Palczarski wyjaśnia, że wspomniane problemy schodzą na drugi plan gdy chodzi o sprawdzenie siebie, udowodnienie sobie, że jednak da się przejść barierę na pozór nie do przejścia. – Gdy wpadasz na metę po morderczym wysiłku jest ogromna radość – wiem, że wszystko pokonałem sam i nic lepiej na tym etapie nie dało się zrobić. Trudno się oprzeć takiej satysfakcji – podkreśla.   
 
Z kolei na trening przychodzą, aby zmierzyć się z przeszkodą, która sprawia największą trudność. Dziewczyny z drużyny Dzikich Dzików narzekają, że mają za słaby chwyt – dłonie nie dają rady, nie mogą przejść toru, bo za mało siły… Ale gdy już się uda to jest wielkie wow! Potem mija odrobina czasu i są kolejne przeszkody do pokonania – tak bez końca.
 
Na trasie zawodnicy mogą być zaskoczeni wysoką ścianą z desek, zbiornikiem wodnym, torem do czołgania, liną do podciągania, wąską ścieżką biegową. Ale to nie wszystko, bo są i tzw. multiringi – uchwyty podwieszone w określonej konfiguracji, które trzeba pokonać przy użyciu jedynie rąk, gdzie ciało swobodnie wisi. Z kolei louringi są zawieszone nisko – to znacznie trudniejsze przeszkody, trzeba je pokonać bez dotykania gruntu. Zawodnik utrzymuje się jedynie na rękach, ale dodatkowo musi mieć podkurczone nogi i ugięte ręce, aby nie dotknąć ziemi – tu bez mocnego brzucha, silnych ramion nic nie wskórasz... Na zawodach są też ścianki z przymocowanymi uchwytami – trzeba je pokonać wspinając się lub przesuwając w bok. Bywa, że nie ma żadnego podparcia na stopy, wtedy pozostaje napierać nogami na ścianę, a głównym narzędziem do przesuwania są dłonie. Są też tory do przeskoków z drążka na drążek – odległość między nimi od 120 do 180 cm. 
 
Dzikie Dziki na co dzień przekonują się, że trudno mówić o granicach możliwości – gdy już uda się samodzielnie pokonać bieg sześciokilometrowy z wszystkim przeszkodami to da się jeszcze przecież zwiększyć dystans i stopień trudności toru. Na dowód Marcin Palczarski już robi przymiarki do biegu 12-godzinnego z przeszkodami. Organizatorem jest Runmageddon. To mają być pierwsze takie zawody w Polsce, trasa na Śląsku. – Zobaczymy, co z tego wyniknie. Na razie szukam partnera – gdy coś pójdzie nie tak, dobrze jest trochę winy zrzucić na kogoś innego – podsumowuje z uśmiechem. 
 
O Dzikich Dzikach to nie wszystko – w poniedziałek opublikujemy tekst uzupełniający i galerię zdjęć z treningu...   
 
Na zdjęciu: Robert Grzadzielewski, Janusz Szydełko, Artur Kowalczuk, Agnieszka Ćwirko-Gross, Agnieszka Rynkiewicz, Karolina Marzec, Czesław Działek, Bartosz Sawicki i Marcin Palczarski. 
0.01.JPG
0
0

Komentarze:

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x