przejdź do treści strony kontakt
strona główna 501 936 975 menu wyszukiwarka

więcej

Dopalacze? Młodzi myślą, że to cukierki

ZDROWIE

Adam Oziewicz
2018-12-27 13:28
5190

Błażej Antosz (fot. Adam Oziewicz)

– Uzależnienie od substancji psychoaktywnych to gigantyczne utrapienie. Sieją spustoszenie w mózgach – wszyscy o tym wiedzą, ale alarm nic nie daje. Więcej, problem przybiera na sile – ocenia sytuację Błażej Antosz, na co dzień leczy uzależnienia od SPA. 

Dopalacze są łatwo dostępne, tanie – wystarczy napisać sms-a i ma się paczkę w umówionym miejscu. W szkołach jest tego mnóstwo. Co więcej, odsetek młodzieży biorącej w poszczególnych szkołach jest mniej więcej ten sam. To znaczy, że problem dotyczy wszystkich w jednakowym stopniu, bez względu na status społeczny. Pedagogowie potwierdzają: to nie jest kwestia słabszych uczniów czy gorszych szkół...
 
Odurzanie się osób młodych to także zjawisko silnie powiązane z legalnie dostępnymi lekami – są do kupienia w każdej aptece bez recepty, niemal w każdym sklepie spożywczym. Preparaty efedrynowe na katar, na grypę mają składową pobudzającą, w połączeniu z alkoholem mogą dawać wrażenia halucynogenne. – Z punktu widzenia psychiatry dają makabryczne efekty – wręcz sieją spustoszenie w głowach. Ciągi efedrynowe kończą się trwałymi uszkodzeniami móżdżku i problemami z utrzymaniem równowagi – przestrzega Błażej Antosz.
 
W kolejce pacjentów ma wielu uzależnionych od tzw. dopalaczy. Przypomnijmy, to grupa preparatów psychoaktywnych nabywanych drogą handlową. Popularność tych środków ma źródła w prostym procesie produkcyjnym. Nasz rozmówca przywołuje prezentację z ubiegłorocznej konferencji w urzędzie wojewódzkim poświęconej dopalaczom – zjawisko niezwykle sugestywnie przedstawił doktor Mariusz Król. Pokazał, ile trzeba mieć substancji czynnej do przygotowania amfetaminy, a ile dla dopalacza – chodzi karfentanyl, substancję pochodną opiatu, rozprowadzaną na wielką skalę z domieszkami. Różnica skal ogromna: dla amfetaminy trzeba mieć kilkulitrowe wiaderko, dla dopalaczy dosłownie odrobinę karfentanylu. – To drastycznie mniej, a zatem koszty produkcji, a później cena handlowa jest znacznie niższa niż środków wcześniej dostępnych – przedstawia sedno problemu doktor Antosz. 
 
Dodatkowy dopalaczowy szkopuł: substancje trudno objąć regulacjami prawnymi – mutują jak wirus. Producenci, aby umknąć wymiarowi sprawiedliwości, tworzą nowe warianty – pochodne – niepodlegające ewentualnym zakazem. Czy właśnie one są obecnie głównym problemem psychiatrów i ich uzależnionych pacjentów? –  pytamy. – Mimo wszystko, nie. Można powiedzieć, że na szczęście – zauważa B. Antosz. W jego ocenie, problem uzależnienia od AMF czy THC dotyka większego odsetka osób niż dopalacze, przy czym tendencja wzrostowa przy tych ostatnich jest duża.        
 
Skąd aż takie niebezpieczeństwo? 
Aby zdać sprawę z powagi sytuacji, warto wiedzieć, że dopalacze najczęściej powstają na bazie opiatów. Wspomniany już karfentanyl jest pochodną fentanylu – to lek stosowany przy znieczulaniu (analgezja). Znamienne, że morfina też jest opiatem. Fentanyl ma około stu razy mocniejsze działanie przeciwbólowe od morfiny. Tu leży odpowiedź na kwestię tak dużego zainteresowania tego tupu substancjami producentów dopalaczy. Nasz rozmówca przestrzega: – W pewnym uproszczeniu opiaty to odpowiedniki klasycznej heroiny. Zatem nie ma wątpliwości: to silnie uzależniające środki!  
 
Problem z dopalaczami ma też dodatkowy groźny wymiar... Chodzi o ostrą intoksykację po zastosowaniu. Po objęciu opieką lekarską mamy do czynienia z nieprzytomnym pacjentem – nie wiadomo co wziął, jak mu pomóc, a jego zachowania są kompletnie nieprzewidywalne, identycznie jest z działaniem substancji na organizm. – Dochodzi do ostrych zatruć, co bardzo ważne, ich skutek może być katastrofalny – zwykle lekarze walczą o zdrowie i życie takiej osoby. Bez kontaktu trafia na oddział ratunkowy, później do szpitala psychiatrycznego. Finał: zatruty musi  leżeć w pasach z powodu silnych doznań psychotycznych, tak może być nawet przez dwa tygodnie. Makabra! – relacjonuje doktor Antosz.  
 
Znamienne, że to nie nowe informacje. Kampanie społeczne przestrzegające przed dopalaczami są bez przerwy, ale nic nie dają. Środki psychoaktywne z jakichś przyczyn ciągle kuszą młodych i nie tylko młodych. – Fakty są brutalne: z perspektywy lekarskiej wolę, aby ktoś ćpał amfetaminę czy marihuanę, bo w takich przypadkach uzależnień wiadomo co leczymy. Podkreślam, w dopalaczu nigdy nie ma pewności co jest i jak bardzo taka substancja może zaszkodzić – zauważa nasz rozmówca.     
 
Ciężkie powroty 
Gdy chory rzetelnie chce poprawić jakość życia to pół biedy – czeka go długotrwała, wieloetapowa, żmudna terapia odwykowa. Praktyka podpowiada, że większość się podlecza i wraca do zażywania szkodliwych substancji. Doktor Antosz dobrze wie, jak jest z motywacją narkomanów do leczenia – najczęściej jest sytuacyjna, deklaratywna. Chory mówi, że chce, ale myśli o odtruciu, poprawie samopoczucia i powrocie do starego środowiska i nawyków. Tak jest nie tylko u uzależnionych od substancji psychoaktywnych, ale i alkoholików – zatem nic nowego...  
           
Nawet dla ciężkich intoksykacji – z zaangażowaniem SOR-u czy OIOM-u i na końcu oddziału psychiatrii – charakterystyczne jest, że pacjent już na każdym z tych etapów żąda wyjścia i chce wrócić do środków odurzających. Co istotne, w Polsce nie ma możliwości prawnej przymusowego leczenia dla narkomanów. To poważnie utrudnia działania lekarzy. 
 
Z kolei przy silnej motywacji powrotu do zdrowia, na uzależnionego czeka ośrodek odwykowy ze skojarzoną, długoterminową terapią. Polega na przechodzeniu poszczególnych etapów – na początku w zamkniętej placówce pod nadzorem, a potem stopniowego otwierania się w kolejnych filiach z zastosowaniem resocjalizacji. B. Antosz tłumaczy jednak, że aby dało się zdiagnozować elementarną abstynencję to pacjent co najmniej rok nie może brać. To dowód, że nie jest łatwo, a dla wielu zadanie nie do przejścia. – Jeżeli ktoś wejdzie głęboko w nałóg i ma poczucie, że wie lepiej to szalenie trudno mu pomóc. Nie ma tabletek na radykalną zmianę myślenia o swojej sytuacji... Gdyby taki środek był, niemal wszystkie problemy psychiatrii zostałby rozwiązane. Ale zaraz pewnie pojawiłby się nowe – mówi z uśmiechem specjalista. 
 
Dodaje, że przy uzależnieniu od opiatów stosowane są terapie substytucyjne – polegają na tym, aby mieć większy nadzór nad tym, co pacjent robi. Uzależnionemu podawany jest zamiennik narkotyku, ale oczyszczony. Taka terapia jest wspomagana uświadamianiem zagrożenia, programami edukacyjnymi. Co ciekawe, zwykle przy ich prowadzeniu wychodzi, że pacjent świetnie wie, co złego go czeka, ale i tak bierze – to tragiczny paradoks nałogu.
 
Psychiatrzy przyznają: uzależnieni to jedni z trudniejszych pacjentów, ale ich dramat nie bierze się z niczego. Niemal w każdym przypadku źródłem są zaburzenia osobowościowe. Takie zaburzenie w parze z uzależnieniem to już nie lada problem, zarówno dla pacjenta i lekarza. A chodzi o cechy osobowości ograniczające, w wielu przypadkach kompletnie blokujące, wolę, motywację wyjścia z tragicznej sytuacji. – Uzależnienie nie rodzi się z dnia na dzień – to proces postępujący latami, z swoistymi etapami, z określonymi szansami i zagrożeniami na każdym z nich. Jedną z cech zespołu uzależnienia jest pełna świadomość destrukcyjnego działania zażywanej substancji na życie i organizm. Tak niestety jest. Trzeba sięgnąć dna, aby się wyzwolić. Inaczej do pacjenta nie dotrze, co naprawdę się z nim dzieje – przywołuje znaną od lat zasadę wychodzenia z kryzysu narkotykowego B. Antosz.  
 
Nie legalizować!
Marihuana znana od wieków... Co więcej, w mumii faraona, we włosach, naukowcy natknęli się na liście kokainy. Substancje psychoaktywne nie pojawiły się nagle. Fakt, że silnie uzależniają to też nic nowego. Absolutnie wszystkie środki oddziałujące na receptory w mózgu zostawiają ślady. – Nie da się poważnie mówić, że to cukierki. Biologia jest bezlitosna – uszkodzenia na poziomie neuroprzekaźników są średnio, słabo albo wcale odwracalne – rozwiewa wątpliwości nasz rozmówca. Najczęstszym powikłaniem po marihuanie jest zespół amotywacyjny – stan gdzie brakuje siły, energii, nic się nie chce, pacjent zalega, nie dba o siebie. Wbrew pozorom są to efekty niezmiernie trudne do wyleczenia. Biorąc pod uwagę tylko te ostatnie objawy – negatywnych jest znacznie więcej – Błażej Antosz jest gorącym przeciwnikiem legalizacji marihuany.
 
Psychiatria na co dzień dostarcza dowodów, że legalizacja narkotyku to pomył szkodliwy. Specjaliści są zgodni: ryzykuje każdy, kto naraża się na działanie takich środków, a istotą problemu są zaburzenia osobowościowe – na tym podłożu sięga się po substancje psychoaktywne. Decyzję dodatkowo napędzają czynniki charakterologiczne, środowiskowe – sprawiają, że jedna osoba może szybciej wejść w nałóg, inna wolniej itd. Z kolei szeroko propagowana informacja, że marihuana to roślina wykorzystywana w lecznictwie to fakt, ale w szczególnych przypadkach, odpowiednio oczyszczona i dawkowana, w dodatku pod nadzorem lekarza. 
 
Doktor Antosz zwraca uwagę na paradoks współczesnej psychiatrii: znacznie rzadziej odnotowuje przypadki schizofrenii w czystej postaci. Większość chorób gdzie są doznania psychotyczne, omamy, urojenia to raczej psychozy schizofreniczne, zespoły paranoidalne. Młodzi ludzie z takim rozpoznaniem niemal w stu procentach mają przeszłość narkotykową. Długotrwałe przyjmowanie środków psychoaktywnych prowadzi do utrwalania nieprawidłowego myślenia. Finał jest taki, że pacjent musi się leczyć całe życie jak schizofrenik, przyjmując leki odwracające następstwa właśnie takiej choroby. A bywa, że pewnych mechanizmów nie da się odwrócić, bo aż tak silnie są utrwalone. – Pacjent trafia do nas po ciągu, nawet zatruciu. Z wywiadu wiemy, że bierze od dwóch lat. Leczymy  go, jest wypłukany, dostaje leki, przez trzy miesiące jest w szpitalu i ciągle ma nieprawidłowe treści w myśleniu, wypowiedziach. Dramat! – wspomina jedną z sytuacji z oddziału nasz rozmówca. 
 
Błażej Antosz przyjmuje pacjentów również w centrum medycznym Medi Raj przy Górczyńskiej 17 w Gorzowie  
więcej informacji i rejestracja na www.medi-raj.pl lub pod numerami telefonów:
95 7835200 
95 7835500 
602 723 837

Komentarze:

X
więcej
W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x