przejdź do treści strony kontakt
strona główna 501 936 975 menu wyszukiwarka

więcej

Do Gorzowa zbliża się ratunek na raka!

ZDROWIE

Adam Oziewicz
2018-10-12 23:35
36050

Dr Edyta Wolny-Rokicka, koordynator rozwoju ośrodka radioterapii w szpitalu w Gorzowie (fot. Adam Oziewicz)

O radioterapii na raka można by mówić wiele, ale i tak chodzi akceleratory... Będą leczyć szybciej, precyzyjniej i z większą intensywnością niż dotąd stosowane w Polsce. Mówili o tym w szpitalu dr Edyta Wolny-Rokicka, szefowa części medycznej oddziału oraz Jerzy Kierzkowski, fizyk medyczny.

Kierownictwo szpitalnej spółki zaprosiło wczoraj do ośrodka radioterapii dziennikarzy, chodziło nie tylko o pokazanie ładnych toalet, samego obiektu, bo budowa blisko finału. Specjaliści opowiedzieli o tzw. linii terapeutycznej wyposażanej w najwyższej klasy akceleratory, zdolne też do unikalnej w kraju stereotaksji – służy do leczenia wieloogniskowego wysoką dawką promieniowania. Najbliżej zlokalizowane, podobne urządzenie może być stosowane co najwyżej w Berlinie. Jak piszą naukowcy – bardziej precyzyjnie w raka uderzyć się nie da.         
 
Dr Edyta Wolny-Rokicka, koordynator rozwoju ośrodka radioterapii w szpitalu w Gorzowie, odpowiedzialna za część medyczną tłumaczyła, że oddział jest zorganizowany w tzw. linię terapeutyczną – zakwalifikowany pacjent wchodzi chory, a wychodzi zdrowy. Nie ma konieczności, aby po leczenie musiał opuszczać to miejsce. Stąd wszystkie elementy systemu i specjaliści ściśle ze sobą współpracują. Poza dyrekcją szpitala w spotkaniu uczestniczył też Jerzy Kierzkowski, kierownik zakładu fizyki medycznej – chyba najwięcej opowiadał o sercu radioterapii czyli fizyce medycznej, swojej specjalności, która łączy wszystko, co niezbędne dla nowoczesnej onkologii.  Dwójka specjalistów pracuje w szpitalu od 1 października. Jerzy Ostrouch, prezes lecznicy przy Dekerta podkreślił, że to najważniejsze osoby na organizowanym właśnie oddziale. 
   
J. Kierzkowski odpowiada m.in. za wprowadzanie sprzętu na oddział – wczoraj rano przed obiektem stały skrzynie z akceleratorami. Znalazł jednak chwilę, aby przedstawić najważniejsze dane na temat ośrodka, wyposażenia i podstawowych reguł działania. – W radiologii czy w radioterapii używamy dawki promieniowania jonizującego, ale w radioterapii stosujemy porcje setki tysięcy razy większe niż w radiologii. To znaczy, że wszystkie maszyny i etapy napromieniowania muszą być ściśle dopracowane – podkreślał. Precyzja skierowania dawki? Poniżej 1 mm. Ponadto musi być niezwykle dokładnie wyliczona co do wielkości. Stąd akceleratory i inne elementy linii, ale też mechanizmy terapeutyczne są unikalnie skonfigurowane. Po co? Aby pacjent otrzymał dawkę promieni tam gdzie rzeczywiście potrzebuje i tylko tyle, ile potrzebuje. 
 
Dr Edyta Wolny-Rokicka zauważyła, że w Gorzowie dzięki nowej radioterapii będzie kompletna onkologia – już działo chemioterapia, jest pełna diagnostyka onkologiczna... – To znaczy, że przy Dekerta w dziedzinie leczenia nowotworów możemy pacjenta zdiagnozować, zakwalifikować do leczenia, a za kilka tygodni leczyć na najwyższej klasy oddziale – powiedziała nie kryjąc satysfakcji. 
 
Radioterapia krok po kroku
Wczorajsze zwiedzanie ośrodka prezes Ostrouch zaczął od przystanku w holu głównym przy tablicy z aktem erekcyjnym budowy. Jest w eksponowanym miejscu na ścianie z datą 12 kwietnia 2017 roku. – Pierwsze prace w czerwcu ubiegłego roku. Obiekt powstał w 16 miesięcy, szybko – ocenił. Wśród ojców i matek projektu: marszałek Polak, minister Rafalska, senator Komarnicki i Sługocki, wojewoda Dajczak, poseł Sibińska i poseł Kucharski, prezydent miasta Wójcicki. 
 
Na parterze strefa poradniana – gabinety lekarskie, przychodnie specjalistyczne, rejestracja. Na tym samym poziomie, ale na prawo od głównego wejścia część dla pacjentów radioterapeutycznych. Prezes przechodząc zwrócił uwagę na jakość wykończenia wnętrz… Także na parterze łącznik ze starą częścią szpitala – z łatwością da się przemieszczać między obiektami. Dodajmy, radioterapia aktualnie jest w fazie odbiorów budowlanych. Potem jazda windą piętro wyżej – może przetransportować nawet 29 osób.
 
Na piętrze część hostelowa na 25 miejsc oraz oddział leczniczy dla 24 pacjentów – sale dwuosobowe, obok toalety. Wszystkie pomieszczenia dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych, przy łóżkach panele medyczne do wzywania personelu i dostarczania gazów medycznych. Prezes poinformował, że wyposażenie oddziału szpitalnego i części hostelowej jest już zamówione, w drodze do lecznicy. Koszt, łącznie z oprzyrządowaniem informatycznym: około 4 mln zł. Na tym poziomie też strefa relaksu, a poczekalnie na piętrze i parterze połączone efektownym kanałem świetlika. Poniżej przygotowane miejsce pod bujną roślinność. We wszystkich salach okna wyposażone w gustowne roletki.
 
Dr Wolny-Rokicka po części oddziałowej dla chorych z opieką medyczną wprowadziła dziennikarzy do przestrzeni hostelowej dla pacjentów ambulatoryjnych – będą korzystać jedynie z procedur radioterapii, gdy ich stan zdrowia nie będzie wymagał żadnej dodatkowej stałej opieki. – To oznacza wygodę, bo można tu korzystać z hostelu w sytuacji gdy na co dzień funkcjonuje się poza Gorzowem – mieszka w odległym miejscu. Chory ma nocleg, wyżywienie, może w każdej chwili – poza zabiegami – opuścić miejsce, zwiedzić miasto, przejść się po okolicy. Funkcjonuje jak w domy, z tą różnicą, że jest tuż przy zakładzie radioterapii – przedstawia sytuację specjalistka. Z kolei oddział z opieką medyczną jest nakierowany na pracę z pacjentami bardziej obciążonymi, w dalszym stopniu zaawansowania choroby nowotworowej. 
 
Hostel za symboliczną opłatą...    
Co z opłatami za pobyt w hostelu? Prezes Ostrouch jeszcze nie zna stawek dobowych, ale zastrzega, że będzie szukał rozwiązania najkorzystniejszego dla pacjentów. Przypuszcza, że w początkowym okresie pobyt nie musi się wiązać z kosztami dla chorego. – To ma być krok w stronę pacjenta – ma zakwaterowanie, wyżywienie, a obok leczenie. Ale zarazem hostel nie jest częścią szpitalną. Taką rolę ma oddział z pełną opieką medyczną – precyzuje dr Edyta Wolny-Rokicka.
 
W innych placówkach tego typu opłaty za hostel są symboliczne, zwykle po części pokrywane przez szpital oraz pacjenta – podobnie ma być w gorzowskiej radioterapii. Kierownictwo ośrodka jest zdania, że w leczeniu nie chodzi o dodatkowe obciążanie chorego kosztami – są różne przypadki, różne terapie, od tygodnia do nawet do radykalnego leczenia przez siedem tygodni. Zatem koszty noclegu z wyżywieniem w hostelu nie mogą być zbyt wysokie, na pewno nie przekroczą kwot rzędu 30-50 zł. Co istotne, część pacjentów ze zdiagnozowanym nowotworem może dojeżdżać na radioterapię – normalnie pracować, być w swoim stałym miejscu zamieszkania, zatem nie muszą korzystać z hostelu czy oddziału, jeżeli tylko ich stan ogólny na to pozwoli. O tym czy chory zostanie skierowany do części hostelowej czy z pełną opieką medyczną zdecyduje lekarz po analizie stanu pacjenta. 
 
Jerzy Kierzkowski zaznaczył, że szpital w Gorzowie zamierza oddziaływać na południe zachodniopomorskiego, na zachód wielkopolskiego oraz dużą część lubuskiego – to przestrzeń w promieniu około 100 km. Jeżeli pacjent ma codziennie pokonywać taką drogę to znacznie łatwiej jest mu zakwaterować się w hostelu. – Radioterapia nie jest tylko dla Gorzowa, ale wielu innych miejscowości, stąd zasadność zorganizowania hostelu – przypomniał.  
 
Najważniejsze: kiedy?  
Dla radioterapii, poza odbiorami technicznymi i budowlanymi musi być komplet stosownych zezwoleń, także kontrakt – zatem oficjalne otwarcie dla pacjentów musi poprzedzić proces gdzie pewne punktu będą następować po sobie... – Wszystko zaczynamy absolutnie od zera. Przed nami przygotowanie kompletnej dokumentacji od podstaw. To może potrwać – oceniła mało precyzyjnie dr Edyta Wolny-Rokicka. Więcej na ten temat, ale też ogólnie, powiedział prezes Ostrouch. – Musimy być przygotowani i czekać na ogłoszenie konkursu NFZ – jesteśmy w stałym kontakcie z dyrektorem Bromberem... Funkcjonalnie, z obiektem, ze sprzętem, z kompletną radioterapią będziemy gotowi do działania w grudniu. Zaraz potem finał procedur administracyjnych i rozstrzygnięcie konkursu. Chcielibyśmy na początku stycznia przyjąć pierwszych pacjentów. To realny plan – powiedział z przekonaniem. 
 
Nie wątpliwie, przy kontraktowaniu atutem szpitala i radioterapii jest mapa potrzeb zdrowotnych. – Dla wszystkich znających temat jest jasne, że region w leczeniu chorób nowotworowych ma potężne oczekiwania – dodał prezes lecznicy. Jerzy Kierzkowski wyjaśnił, że radioterapie nie mogą powstawać gdzie popadnie – Gorzów jest wskazany przez konsultanta krajowego jako miejsce gdzie musi być ośrodek z dwoma akceleratorami. – Tak się właśnie dzieje, zatem nie ma wątpliwości, że będzie zakontraktowany. Postępowanie jest zgodne z mapą potrzeb, a jeśli NFZ ją zna to musi zakontraktować – podkreślił zdecydowanie fizyk medyczny.
 
Aby pacjent mógł być leczony radioterapeutycznie muszą być spełnione dwa warunki: bezpieczeństwo dozometryczne chorego (precyzja podawania) oraz legalność terapii – trzeba mieć wszystkie stosowne zezwolenia. Dopełnieniem jest finansowanie czyli kontrakt z NFZ-em. Specjaliści przypominają, że postępowania administracyjne są oparte na kodeksie – każdy urząd ma 30 dni na wydanie pozwolenia i tylko od procedur zależy termin otwarcia radioterapii dla pacjentów. Właśnie dlatego prezes Ostrouch liczy na pozytywną niespodziankę w relacjach z lubuskim NFZ-em. 
 
Akceleratory 
Dotąd zwiedzanie obiektu szło szybko. Dłuższy postój przed bunkrem akceleratorów – sercem każdej radioterapii, gorzowskiej też. J. Kierzkowski zwrócił uwagę na małą poczekalnię. Skromna nie dlatego, że spodziewa się niewielkiej liczby chorych – otóż pacjenci będą umawiani na konkretne godziny i nie będzie konieczności zbyt długiego oczekiwania na zabieg. Prosto z poczekalni będą przechodzić do akceleratorów, dokładnie do miejsca przebrania, a potem na terapię. W sąsiedztwie akceleratora, ale w oddzielnym pomieszczeniu, zaprojektowano komputerową sterownię. Właściwe napromienianie będzie się odbywać za nietypowymi kilkutonowymi drzwiami z ołowiu. Z kolei dwuipółmetrowe ściany pomieszczeń akceleratorów muszą zatrzymać niebezpieczne promieniowanie, stąd są tak grube i aż tak ciężkie. Na przykład strop nad tzw. bunkrem akceleratorów ma 2 m 70 cm. Gdyby był cieńszy, ktoś za ścianą byłby narażony na szkodliwe promieniowanie. 
 
W centralnym miejscu, częściowo zmontowane, urządzenie emitujące wszystkie niezbędne energie terapeutyczne – fotony i elektrony o różnych energiach są wykorzystywane w leczeniu w zależności od tego gdzie zlokalizowany jest guz. Gdy głęboko, dawka energii jest większa, gdy płytko, mniejsza – obrazowo tłumaczył fizyk medyczny.  
 
Pacjent już za kilkanaście tygodni będzie leżał na stole terapeutycznym. Będzie ułożony w takiej pozycji, aby guz można było zaatakować z każdej strony – część maszyny z promieniem da się ustawić w każdym wymaganym kierunku. Po przyjęciu odpowiedniej dawki napromieniowania chory wyjdzie z pomieszczenia do przebieralni. Pomieszczenie będzie monitorowane za pomocą systemu audiowizyjnego – lekarz musi pacjenta dobrze widzieć i słyszeć. 
 
Maszyna – liniowy akcelerator medyczny – ma w sobie masę elektroniki, to najnowsze i najnowocześniejsze dostępne urządzenie. Jest na nim możliwe absolutnie każde napromieniowanie pacjenta, łącznie ze stereotaktycznym. – To państwu nic nie powie, ale wiąże się z wyjątkową precyzją podania dawki, ze względu na lokalizację i porcję – zwrócił się do swoich gości J. Kierzkowski.          
 
Kwestię rozwinęła dr Edyta Wolny-Rokicka, zaznaczyła, że stereotaksja o takim zakresie na dziś dostępna jedynie w Gorzowie, służy do leczenia wieloogniskowego wysoką dawką. – Tylko u nas jest sprzęt gdzie możemy naświetlać wiele ognisk zmian przerzutowych w ośrodkowym układzie nerwowym, z zachowaniem bezpieczeństwa pozostałej tkanki nerwowej. A do tego w krótkim czasie – chodzi o 15 minut. Dotąd dostępny sprzęt do stereotaksji potrzebował na to samo całą  godzinę. To oznacza ogromny komfort dla pacjenta – będziemy leczyć szybko, skutecznie i w wysokim komforcie – podkreśliła specjalistka.  
 
Ponadto proces napromieniowania będzie precyzyjnie programowany i realizowany automatycznie. Akceleratory spełniają najwyższe oczekiwania kadry zarządzającej szpitalem, zarazem zespołu medycznego samego ośrodka. – Mamy wyposażenie-marzenie, właściwie ponad nasze najwyższe oczekiwania – zdradził prezes Ostrouch. Koszt? 30 mln zł. Dr Wolny-Rokicka świetnie zna profil pacjentów – wie, że choćby chorzy na raka płuc są najbardziej narażeni, są na szczycie umieralności. – W trakcie leczenia bardzo często pojawiają się zmiany przerzutowe, te nowotwory są wyjątkowo trudne – mając takie narzędzie możemy faktycznie pomóc choremu – dodała. 
 
Pielęgniarki, fizycy, lekarze i... koszty  
Zespół lekarski oraz grupa fizyków to właśnie przyjmowani pracownicy – dotąd w szpitalu takich nie było. Poza 12-osobowym zespołem pielęgniarskim to zupełnie nowi specjaliści i nowe funkcje, w sumie około 20 ludzi. Grupa jest w trakcie budowania. Radioterapia ma już techników, w 50 procentach zabezpieczoną liczbę fizyków oraz lekarzy. Miesięczny koszt utrzymania wszystkich pracowników i sprzętu w ośrodku to wydatek rzędu setek tysięcy złotych. Pobór mocy akceleratorów będzie liczony w megawatach – zatem same koszty energii będą znacząco większe.   
 
Ponadto pacjenci z napromieniowaniem głowy i szyi będą mieli specjalne maski termoplastyczne – każdy chory na wyłączny własny użytek. Jest niezbędna do tego, aby precyzyjnie nakierować wiązkę promieniowania. Jej koszt może dochodzić nawet do 2 tysięcy złotych.
 
Uzbrojony w radioterapię szpital będzie gotowy do ataku na wszystkie typy nowotworów. – Nie chcemy nikogo odsyłać, będziemy wszystkich konsultować i leczyć – taki jest nasz zamysł. Zamierzamy wprowadzić wszystkie procedury radioterapeutyczne, łącznie z hematologią – już przymierzamy się do przeszczepów szpiku – zdradziła dr Edyta Wolny-Rokicka. Specjalistka przypomniała, że w onkologii nie ma skierowań, toteż każdy pacjent ma prawo do  radioterapii przy Dekerta – czy to z Gorzowa, czy z każdego innego miejsca w Polsce, wszystko jest kwestią woli chorego, wystarczy wizyta w poradni i diagnoza.
 
Alstal w akcji 
Inż. Arkadiusz Rejch, przedstawiciel wykonawcy, kierownik budowy uczestniczący w zwiedzaniu obiektu, przyznał, mówiąc o pomieszczeniu dla akceleratorów, że to nie pierwszy bunkier budowany przez Alstal – już ponad rok temu realizowali podobną tego typu inwestycje. Przenieśli tamte doświadczenia na gorzowski obiekt. Wyjaśnił też, że w przypadku nowych budynków nie jest stosowany ołów, a beton o specjalnych parametrach, znacznie cięższy od standardowego i kilkunastokrotnie droższy. 
 
Poza unikalnymi stropami, ścianami są i inne ciekawostki konstrukcyjne, elementy techniczne o podwyższonych parametrach. Na przykład dwa pomieszczenia w centralnej części budynku dla tomografu oraz symulatora są zbudowane z cięższego betonu niż zwykle się stosuje, ale same ściany mają zaledwie 30 cm – zaznaczył inż. Rejch. Z kolei Jerzy Kierzkowski przypomniał jeszcze, że inaczej niż standardowo zbudowane są gabinety do brachyterapii, to część radioterapii, ale napromienianie jest realizowane w inny sposób.
 
Na koniec jeszcze kilka ciekawostek budowlanych: powierzchnia budynku 4,5 tys. m kw. W całej radioterapii jest rozwiniętych i zainstalowanych 110 km różnego typu kabli. Najgrubsza ściana (strop): 271 cm. W wymaganych miejscach budowniczy zastosowali beton dwa razy cięższy od standardowego z domieszką specjalnego kruszywa sprowadzanego z Włoch. Drzwi do bunkra akceleratorów ważą 2,5 tony, są ze sztabek ołowiu wypełnionych parafiną, bo absorbuje promieniowanie. 

Komentarze:

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x