501 936 975

Konflikt przy fabryce na Zawarciu!

Z MIASTA

*Adam Oziewicz
2017-11-10 12:00
27021

medium_news_header_4286.jpg

(fot. Adam Oziewicz)

Przy Wawrzyniaka tuż przy fabryce mają smród i hałas. Prezes holdingu ma dowody, że jest zupełnie inaczej. Co na to mieszkańcy? – Pomiary wykonane gdy zakład o tym dobrze wie, są nic nie warte – oceniają. Tak prawie od pół wieku...  

Patrząc z góry, ZREMB to teren zamknięty w trójkącie szlaku kolejowego, Fabrycznej i Wawrzyniaka. Od wchodu osłonięty rzędem kilkunastu kamienic – właśnie z góry wygląda to najlepiej, z tym, że sami mieszkańcy są innego zdania… Zakład dla przechodniów niemal niewidoczny, od głównego zawarciańskiego parku osłonięty zabudową mieszkaniową, od Fabrycznej siedzibą banku i biurami firmy. ZREMB to zespół dwóch hal – w tym jednej dużej, ponad stumetrowej – pomieszczeń biurowych i magazynowych, z lakiernią, przestrzenią produkcji, z suwnicami, spawarkami i szlifierkami. 
 
Mieszkańcy kamienic z Wawrzyniaka, sąsiadujący z zakładem na Zawarciu proszą o interwencję. Od lat narzekają na huk o każdej porze – w dzień i nocy. Zwracają też uwagę na inne efekty produkcji: opary farb, pył czy kurz z piaskowania elementów stalowych. Lokatorzy od lat sygnalizują miastu, przedsiębiorstwu, mediom, że i hałas, i zanieczyszczenia przekraczają dopuszczalne normy. W rezultacie wykonywane są pomiary dźwięku, ale w każdym przypadku – w ocenie mieszkańców – na terenie zakładu robi się cicho. Efekt? Odnotowane parametry nie budzą zastrzeżeń. Z kolei po badaniu, sąsiedztwo znowu staje się uciążliwe.
 
Ostatnie pomiary emisji hałasu w ZREMB-ie inspektorzy WIOŚ (Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska) wykonali 17 października. W nocy wykazały przekroczenie dopuszczalnych norm – wyniki trafiły do prezydenta Gorzowa. Z inspektoratu mamy dane, że planowe kontrole w zakładzie, łącznie z pomiarami emisji hałasu, są realizowane raz na kilka lat. Ale to nie wszystko – inspektorzy prowadzą je też na interwencję mieszkańców z sąsiedztwa. Badanie sprzed kilku tygodni poprzedziło pomiary z sierpnia 2013 roku – wtedy wykazały nieznaczne (0,3 dB) przekroczenie poziomu w ciągu dnia. W konsekwencji wydano zarządzenie zobowiązujące zakład do przestrzegania norm.
 
WIOŚ w odpowiedzi na pytania portalu poinformował, że pomiary przeprowadzane w trybie interwencyjnym w każdym przypadku realizowane są bez zawiadamiania zakładu. Urzędnicy zastrzegają zarazem, że z chwilą rozpoczęcia badania emisji hałasu inspektor ma obowiązek powiadomić kontrolowanego o jego prawach i obowiązkach, co wynika z ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. 
 
Co się dzieje gdy dopuszczalne normy zostaną przekroczone? Na początek wyniki trafiają do prezydenta Gorzowa – w urzędzie miasta wydawana jest decyzja o dopuszczalnym poziomie hałasu. Tak też się działo po ostatniej, październikowej kontroli. W rezultacie WIOŚ może zarządzeniem pokontrolnym zobowiązać zakład do przestrzegania decyzji, a następnie przeprowadzić ponowną kontrolę emisji hałasu – sprawdzić czy zakład spełnił określone warunki. Jeżeli druga kontrola wykaże przekraczanie normy (powyżej 1,0 dB), wydawana jest decyzja o karze – biegnie od dnia wykonania pomiarów do momentu gdy zakład zmniejszy poziom hałasu do dopuszczalnego. Co istotne, firma musi to udokumentować pomiarami wykonanymi na własny koszt przez akredytowane laboratorium. Kary mogą wynieść od kilkudziesięciu do nawet kilkuset złotych za każdy dzień z odnotowywanym przekroczeniem norm.
 
Leszek Wichowski przy fabryce mieszka od 26 lat, właśnie on zaprosił nas na podwórko przy Wawrzyniaka i poprosił o przedstawienie sytuacji lokatorów. O spokój walczy od 1991 roku. – Zakład miał masę czasu, aby zrobić porządek hałasem i zanieczyszczeniem powietrza – nie zrobili nic – ocenia.    
 
W połowie października WIOŚ postawił aparaturę, ale z relacji mieszkańców wynika, że w zakładzie wiedzą o wykonywanym pomiarze i wyłączają maszyny. Zatem tylko od święta cisza, a na co dzień mają uciążliwy hałas, że trudno wytrzymać. – Jedyny sposób to nie otwierać okien, ale i tak w kamienicy jest huk – mówią. Tak jest o każdej porze dnia i nocy. Do tego dochodzą opary z lakierów, bo w fabryce działa też malarnia. Lokatorzy interweniują od ponad 20 lat – były spotkania z kolejnymi prezydentami, wiceprezydentami, urzędnikami i prezesem firmy, wszystko na nic. 
 
Gdy był wykonywany ostatni pomiar, 17 października od rana na fabrycznym placu nie było ani jednego wózka, ani jednego pracownika na zewnątrz. Suwnice i malarnia nie działały. – A wszystko po to, aby pomiar był dobry i nie było się o co czepiać – uważa pan Leszek. Walka mieszkańców od 1991 roku dała tylko tyle, że ZREMB postawił ścianę między halą a podwórkiem – po latach od pyłów i oparów zrobiła się żółta. Mieszkańcy uważają, że to dowód na to, że nawet okien skierowanych na zakład nie powinno się otwierać. 
 
Byliśmy na miejscu, w czasie pomiaru – trudno uwierzyć w hałas, cisza... Mieszkańcy podkreślają, że to tylko pozory i zapraszają na podwórko już po kontroli. Zapewniają, że fabryka znowu da o sobie znać i wtedy na pewno przekracza dopuszczalny poziom hałasu i zanieczyszczenia powietrza. – Żyjemy w XXI wieku, są filtry, komory, bariery dźwiękochłonne, oczyszczalnie powietrza – tak jak tu nie powinno być już od dawna. Czas dla ZREMB-u się zatrzymał – ostro komentuje sytuację L. Wichowski. 
 
Jego opinię potwierdzają kolejni mieszkańcy – zapewniają, że gdyby była cisza, nie prosiliby o pomoc. Przypominają, że jeszcze nie tak dawno w zakładzie praca była na trzy zmiany, ale wywalczyli dwie, aby przynajmniej w nocy był spokój. Niestety bywa, że i wtedy jest produkcja. Jednak z ich relacji wynika, że najgorzej jest w weekendy. – Wtedy zaczyna się malowanie i opary aż rozsadza nos to wszystko mamy na podwórku tuż przy mieszkaniach – relacjonują.
 
Jedna z mieszkanek, matka trzymiesięcznego chłopczyka narzeka, że maluchy z okolicy częściej chorują na drogi oddechowe niż w innych rejonach miasta. Kilka dni temu była na pogotowiu z synkiem – po badaniu wyszło, że ma zapalenie oskrzeli. Marek Sawala, z tej samej klatki, co pan Leszek, mieszka przy Wawrzyniaka od 2002 roku, też potwierdza słowa swojego sąsiada. – Jak są mikrofony to suwnica nie chodzi, a normalnie od samego rana działa aż huczy. Jeżdżą wózki, przeładowują duże elementy na ciężarówki. Tak się dzieje późno w nocy albo o świcie – zauważa.   
 
Z kolei Sławomir Zalewski mieszka tuż przy fabryce od kilku miesięcy, wie jednaka, że jej uciążliwość to nic nowego. Przypomina, że na miejscu byli już i wiceprezydent Ewa Piekarz, i radni Grażyna Wojciechowska, Marek Surmacz – interweniowali na prośbę mieszkańców. – W końcu doszło do porozumienia: zakład miał nie pracować w soboty i w niedziele – mieliśmy to na piśmie, ale i tak produkcja jest bez przerwy. W tygodniu mieli działać do 22.00, a bywa, że kończą o 3.00 w nocy i później – relacjonuje S. Zalewski. Dodaje, że pieniądze idą na ekspertyzę, a potem wychodzi, że się czepiamy, bo pomiary nie wykazują przekraczania norm. Za każdym razem sytuacja identyczna – jak kontrola z WIOŚ to cisza w fabryce. 
 
Prezes Roman Mizerny w ZREMB-ie pracuje niemal 40 lat, zna dobrze jego historię i rozumie też lokatorów – mieszkali tu jeszcze przed budową fabryki, powstała na ich ogródkach działkowych. Wcześniej było tu cicho, kameralnie, po jednej stronie park, po drugiej ich ogródki. Przyznaje, że przez zakład diametralnie zmieniły im się warunki życia, stąd mają powody do rozżalenia. Podkreśla jednak, że nie mogą mieć pretensji do zarządu firmy, bo nie on decydował o lokalizacji. Przypomnijmy, większa hala, na którą narzekają mieszkańcy powstała pod koniec lat 60. – w 1970 roku została oddana do użytku. Wcześniej w narożniku Fabrycznej i Wawrzyniaka stały budynki – zostały rozebrane, aby zwolnić teren dla zakładu. – Mieszkańców wykwaterowano, zamieszkali na nowych osiedlach. Pozostali zostali, choć też liczyli na nowe, stąd mogą się czuć pokrzywdzeni. Były też postulaty, aby zakład wykupił wszystkie mieszkania, a w zamian lokatorzy otrzymali nowe w innym miejscu. Tak się jednak nie stało – wspomina sytuację sprzed ponad 40 lat nasz rozmówca.  
 
Prezes holdingu ZREMB przyznaje, że z miastem i zarządem firmy rozważał zmianę lokalizacji, ale w obecnych realiach nie jest to możliwe. Koszty takiej operacji idą w dziesiątki milionów złotych. To oznacza, że wyprowadzka jest równoznaczna z likwidacją zakładu, ważnej części holdingu. – Bez środków pomocowych firma nie udźwignie takiej inwestycji. Z kolei ani budżet centralny, ani dotacje z UE nie przewidują w swoich programach wsparcia w tej dziedzinie dla dużych zakładów – przedstawia sytuację. 
 
Ale ma też dobrą wiadomość dla mieszkańców z sąsiedztwa: malarnia zlokalizowana w skrajnej części głównej hali, od strony skrzyżowania Śląska – Wawrzyniaka, w perspektywie dwóch lat ma być przeniesiona na przeciwległy skraj, w okolice linii kolejowej. Prezes Mizerny szacuje, że inwestycja w nową lokalizację dla malarni to koszt około 8 mln zł. – Jeżeli koniunktura gospodarcza i sytuacja ekonomiczna zakładu pozwoli to taki plan zrealizujemy, także z korzyścią dla okolicznych mieszkańców – zapowiada. 
 
Zakład przy Fabrycznej zatrudnia 120 osób. Wśród procesów technologicznych na terenie ZREMB-u są cięcie, szlifowanie, spawanie, malowanie. Aktualnie firma pracuje na dwie zmiany, od 6.00 do 22.00 (od poniedziałku do piątku), z kolei w sobotę od 6.00 do 14.00. Bez niedziel i świąt. Rzadko, ale w przypadku malowania (tego wymaga technologia nakładania kolejnych warstw farby) zdarza się praca w godzinach nocnych. 
 
Przedstawione dane z zakładu wskazują, że w sumie przez ostatnie 10 lat na remonty (8 977 000 zł) i zakup nowoczesnego sprzętu (4 716 000 zł), firma wydała prawie 13 mln 700 tys. zł, głównie po to, aby proces produkcji był mniej uciążliwy dla otoczenia. Rekordowe lata to 2013 -14 – rok po roku przedsiębiorstwo wydało 4 i 3 mln zł na modernizację procesu produkcji. Z kolei w tym roku już ponad 400 tys. zł.
 
W rozmowie z portalem prezes Mizerny poinformował, że przez dekadę zakład wymienił na nowe niemal wszystkie urządzenia spawalnicze, wózki widłowe, część obrabiarek – teraz są nowoczesne i nie emitują już tak dużego hałasu jak przed laty. Są też nowe urządzenia do cięcia balach. W rezultacie elementy są dokładnie spasowane i nie trzeba ich dobijać ciężkimi młotami, czy aż tak szlifować jak dawniej. Ponadto wiele przyrządów ręcznych wymieniono na hydrauliczne – teraz są znacznie bardziej ciche. ZREMB wydał też setki tysięcy na remonty. Obudowano obie hale produkcyjne, zmodernizowano torowiska wszystkich suwnic – są wyposażone w nowe szyny i nie emitują uciążliwego hałasu. Zakład ma też firmę zewnętrzną – w sposób ciągły zapewnia odkurzanie całej hali. W związku z tym emisja kurzu na zewnątrz jest nieporównywalnie mniejsza niż jeszcze przed kilku laty. Zainstalowano nowoczesny filtr węglowy na wylocie wentylacji z malarni za kwotę 90 tys. zł.
 
Prezes holdingu wie, że wyniki ostatnich pomiarów hałasu są niekorzystne dla zakładu, dlatego w pierwszej kolejności zbada skąd się wziął. – Musimy go wykluczyć. Tym bardziej, że dotąd pomiary nocne nie wykazywały przekroczenia dopuszczalnego poziomu – podkreśla. Prosto ze ZREMB-u mamy też zapewnienie, że zakład nie pracuje w nocy, ani w niedzielę i święta. Bez przerwy może działać jedynie suszarka i wentylator w malarni. Być może usterka jednego z urządzeń wywołuje nadmierny hałas. 
 
Co Roman Mizerny sądzi o zarzutach, że pomiar hałasu jest bez sensu gdy w zakładzie wszyscy wiedzą, że jest wykonywany? – Gdy badanie zleca sam zakład i aparatura stoi na terenie firmy to o tym wiemy, ale gdy kontrolę wykonuje inspektorat na zlecenie mieszkańców to nie mamy takiej informacji – podsumowuje.
0
012345

Komentarze:

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x